FANDOM


Ssr2

Jego lokaj, kombinator

Nad Londynem zapadła noc. Kolejny okres, w którym ludzie nie mogą czuć się bezpiecznie. Zaczajona na pewną kobietę dziewczyna ubrana w czarny strój o różowych wstęgach czekała na odpowiedni moment, by zaatakować. Zawachała się widząc u boku kobiety mężczyznę. Nie mogła zaatakować pary przeznaczonych sobie osób.
- Przeklinam dzień, w którym cieszyłam się na jego widok. - wspomniała po cichu. - Jedyny obraz z przeszłości, który pamiętam... Jedyne uczucie... Uczucie porzuconej przez ukochaną osobę i obraz tego jedynego, który cię zabija...
Zrozpaczona morderczyni uciekła z miejsca, w którym miała zaatakować. Poszła szukać innego celu.


Następnego dnia, chłopiec, dwa demony i dziewczyna rasy Shinigami spotkali się w tym samym miejscu, co wcześniej.
- Zaplanowałam całą akcję! - krzyknęła podekscytowana Rose.
- Ej, nie śmiej się tak... jak szatan. - upomniał dziewczynę Rafael.
- Więc będzie to tak. Ronald stoi przy drzwiach, a pomoże nam jeszcze... - nie dokończyła zdania Sutcliff.
- Przepraszam, ale... jaki znowu Ronald?! - zapytał Rafael.
- Ej typku, wypraszam sobie takie uwagi! Im więcej osób tym lepiej, no nie?!
- To ile w końcu będzie osób?
- Raz... Dwa... Trzy... Trzy dodatkowe. - wyliczyła i odpowiedziała żartobliwie.
- Ej no przepraszam, że przerywam wam kłótnię - wtrącił się Ciel. - ale co znaczy ten znak?
Rose i Rafael wreszcie skupili uwagę na czymś innym.
- No co ja ci poradzę, że Will nie wie? - zapytała Rose.
- Swoją drogą znam pewną osobę, która wie.


Rafael zaprowadził Ciela, Sebastiana i Rose do dziwnego miejsca, zupełnie różniącego się wyglądem od znanej im dotąd Anglii. Weszli do olbrzymiej posiadłości. Ogrodzenie terenu pałacu zrobione było z żywopłotu o perfekcyjne podciętych liściach koloru zielonego, którego liście lśniły w jasnych promieniach słońca. Trawa miała kolor żółto-zielony dodając urody posiadłości. Grupa śledząca morderstwa szła brukowaną ścieżką do żywopłotowego labiryntu wśród białych i żółtych róż. W końcu dźwięk uderzających o siebie szpad zaprowadził ich do miejsca, gdzie książę demonów - Alfie Black - pojedynkował się na szpady ze znajomą dla Sebastiana i Ciela twarzą.
W tym momencie szpada wypadła z ręki księcia, czyniąc z jego nauczyciela zwycięzcą pojedynku.
- Jak śmiesz Rafael przerywać mi w walce z moim nauczycielem?! - zapytał zdenerwowany książę.
- Tak czy siak walka dobiegłaby końca, książę. - odezwał się głos próbujący uspokoić samolubne zachowanie księcia.
- Powinno zakończyć się innym wynikiem, nie sądzisz Gabriel? - zapytał Alfie.
Kiedy z ust młodego księcia padło imię "Gabriel", Ciel i Sebastian lekko zadrżali. Twarz Rose pokazywała zaś ogromną złość i niezadowolenie.
- Głupku, miałeś stać i pilnować wschodniego czy tam zachodniego wejścia! - skarciła Gabriela.
Mina młodszego brata Keinza jak zwykle lekko się uśmiechała, a on sam zdawał się być zadowolony.
- Pierwszorzędnie mam się słuchać rozkazów Liliany, drugorzędnie rodziny królewskiej, a ciebie trzeciorzędnie.. Rose. - uspokoił Shinigami Gabriel. - Swoją drogą, cud, że w ogóle cię tu wpuścili.
- Przestańmy już gadać o byle czym. - wtrącił się Alfie. - Mogę wiedzieć, co was tutaj sprowadza?
- Potrzebujemy informacji na temat tego symbolu. - powiedział Catster po czym wręczył sztylet do ręki księcia.
- Nie mam pojęcia, o co w nim chodzi. - odpowiedział. - Być może moja siostra wie...


Młody książę doprowadził ich do sali balowej, gdzie odwrócona twarzą do demonicznego instrumentu Sabrina grała wywołującą ciarki pod skórą, horrorystyczną melodię.
- Sabrino! - krzyknął Alfie.
Muzyka ucichła, a demoniczna twarz księżniczki spojrzała na przybyszy z Londynu.
- W czym tkwi problem? - zapytała wiedząc, że wizyta Catstera ma na celu zdobycie jakiejś informacji.
- Czy wiesz może, co to za symbol? - zapytał młodszy brat Sabriny, odsłaniając złotą rękojeść narzędzia zbrodni.
Zimna dłoń Sabriny chwyciła przedmiot, a jej niebieskie oczy przechwyciły blask dwudziesto-cztero karatowego złota rękojeści sztyletu.
- Wiem mało o tej organizacji. - rzekła. - Znam jednak osobę, która wie o niej bardzo wiele.


Sabrina doprowadziła swojego brata Alfiego, Gabriela, Rose, Rafaela, Ciela i Sebastiana do tajemniczego miejsca, gdzie ubrana w płaszcz z kapturem księżniczka uderzyła swoją delikatną pięścią w stare, drewniane drzwi. Drewniane wrota lekko się uchyliły, a przez małą szparę na zewnątrz wyszła zgrabna, brązowowłosa dziewczyna.
- Lucrezio, - odezwała się Sabrina - możesz powiedzieć nam więcej o Dark Pegasus?
- Oczywiście, moja pani. - odezwała się dziecięcym głosem dziewiętnastoletnia Luki. - Dark Pegasus jest najsilniejszą i najbogatszą grupą przestępczą. Jej członkowie są najlepsi w swoim fachu. Należą do niej między innymi Martin Webs i Elizabeth Clarkson. Więcej członków nie pamiętam, niestety.
- Widelec to narzędzie rozpowszechnione w XVIII wieku...
- A co ma piernik do wiatraka, Gabriel?! - krzyknęli wszyscy razem do Keinza, który nagle zniknął.
- On zawsze tak robi. - uspokoił innych książę.
- Wiesz może, gdzie mają swoją siedzibę?
- Aktualnie nie, ale Gabriel powinien to wiedzieć.
- Em, mają kwaterę gdzieś nieopodal opuszczonej fabryki. - wtrącił się Gabriel, który znów pojawił się.
- Ej Keinz, a o co ci biegało z tym widelcem? - zapytała Rose.
- Nie wiem, ale to wina Lily. - wytłumaczył Gabriel. - Często tak mam, jak jest gdzieś daleko a potrzebuje mojej odpowiedzi.


Wczesnej nocy, około godziny dwudziestej pierwszej, gromada ludzi, demonów i Shinigami wplątanych w sprawę grupy przestępczej zwanej Dark Pegasus spotkali się w lasie mieszczącym się nieopodal starej fabryki.
- Ciel, - szepnęła Rose. - co tu robi Undertaker?
- I co tu robi Rose? - dodał Undertaker.
- Wy się znacie? - zapytał Ciel. - Undertaker może nam znacznie pomóc.
- Taa, już to widzę... - odpowiedziała Sutcliff z ogromną zniewagą dla byłego Shinigami.
- Wiesz, zmieniłaś się od wczoraj... - spostrzegł Gabriel. - W ogóle inaczej wyglądasz.
- Potem będziesz to zauważał, teraz skup się na tym, czy Rafael idzie. - skarciła demona wojowniczka Shinigami.
- Ja tu jestem! - krzyknął Rafael, po czym przewrócił się jak trup po mocnym uderzeniu Gabriela.
- Dobrze się czujesz, Keinz? - zapytała zdenerwowana Rose.
- Tak, wszystko ze mną w porządku. - uspokoił Gabriel. - Musiałem go uderzyć, bo by nas usłyszeli.
- Jedyny normalnie myślący człowiek... znaczy się demon. - stwierdził Michaelis.


Grupa weszła do środka, po czym rozdzieliła się. Rafael przejął samotnie dach i ataki z powietrza, oraz na niego spadała odpowiedzialność za wypatrywanie wrogów. Gabriel poszedł wraz z Lucrezią w głąb głównego korytarza w celu odnalezienia szefa całej operacji seryjnych morderstw i kradzieży autorstwa mrocznej grupy zwanej Dark Pegasus. Sebastian postanowił iść za swoim panem, aby móc go bronić. Wybrali się lewym korytarzem. Rose wraz z Undertakerem poszli w kierunku podziemi. Sutcliff w przeciwieństwie do Undertakera nie była zachwycona swoim towarzyszem, którego nazwała po prostu zdrajcą. Sabrina i Alfie jako rodzina królewska mogła liczyć na wsparcie każdego demona. Ponadto, zawsze mogli skorzystać ze swojej potężnej mocy, więc niczego się nie obawiając ruszyli w kierunku prawego korytarza.


W lewym korytarzu było bardzo spokojnie, do czasu, kiedy słuch Gabriela i Lucrezi zaczął przyciągać tajemnicze dźwięki szybkich i wyjątkowo cichych kroków, które idealnie komponowały się z ruchami demona i dziewczyny. W pewnym momencie Gabriel jednak gdzieś znikł. Wtedy właśnie napastnik postanowił zaatakować, zsyłając na dziewiętnastoletnią blondynkę jedno ze swoich ostrzy umieszczonych na łańcuchu. Sprytna Lucrezia uniknęła ataku. Wtedy, z cienia ukazała się postać kobiety z długimi, różowymi włosami.
- Lucrezia Red... Ach, żal mi cię. - odpowiedział diabelsko śmiejący się kobiecy głos.
- Karen Karethorii, czyż mój wzrok znów ujrzał twoją chciwość? - zapytał stojący w nieznanym miejscu Gabriel
- Junior, miło cię znów słyszeć. - uspokoiła się i spoważniała liderka grupy Dark Pegasus.
W tym momencie z ciemnego kąta ujawniły się lśniące, demoniczne oczy młodszego bliźniaka rodziny Keinz. Karen poczuła znajome uczucie ciarek, lecz szybko uśmiechnęła się i pognała w zupełnie innym kierunku.
- Lucrezio, jeśli możesz idźdo Rafaela. - poprosił Gabriel
- Ale...
- To sprawa między nią, a mną. Gnaj do Catstera.

O-O-O-O-O


Drugi rozdział dziwnego opowiadania. Mam nadzieję, że się podoba. Uprzedzę pytanie Midki :"Dlaczego nie dodałam we wtorek?". Otóż nie miałam czasu na obcykanie fabuły, bo nie było Wiktorii.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.