FANDOM


Jego lokaj - spryciarz

Rose po pozbyciu się Undertakera czuła się bardziej pewna siebie, lecz trwało to tylko chwilę. W pewnym momencie zobaczyła pasmo ciemnoczerwonych włosów, których właściciel krył się gdzieś za jedną z kolumn. Myśląc, iż jest to jej brat Grell nie zawahała się sięgnąć po broń, by zaatakować nią swojego rywala. Uderzyła w kolumnę, która po siłą uderzenia została zburzona, lecz ku jej zdziwieniu ujrzała tam tylko czarną mysz.
- Mądry ruch? - odezwał się brzmiący demonicznie i znajomo głos postaci. - Mim zdaniem nie.
Rose odwróciła się. Z przerażeniem w oczach spojrzała na stojącego kilka metrów przed nią demona o wyglądzie przypominającym Undertakera; czerne, długie paznokcie, poszarpana szaro-czarna szata i włosy, które właśnie kolorem różniły się o tych, które posiada były żniwiarz.
- Freddie...? - nie kryła zdziwienia Sutcliff. - Nie, to nie możesz być ty! Przecież pomagałeś Gabrielowi i Sebastianowi!
- Hm, powiedzmy, że Gabriel nigdy mi nie ufał. - zaczął tłumaczyć były towarzysz. - Sebastian jakoś go przekonał, ale mimo to nasz rudasek miał rację, jak to zwykle bywa.
Rose mocno chwyciła ostrze i niczym błyskawica wymierzyła atak na wrogu. Zdawała się nie docenić Greena, który za pomocą demonicznych mocy szpiega zamienił się w kilkanaście kruków. Złączył się w zupełnie innym miejscu. Kiedy Rose spojrzała w jego oczy, ten zamienił się w czarne jak węgiel nietoperze o ostrych kłach i pazurach, które całym stadem ruszyły na shinigami. W pewnym momencie stado zniknęło. Mimo tego, że Sutcliff dzielnie i zwinnie władała swoim ostrzem, kilka stworów zdołało skaleczyć się ciało. Freedie tym razem stał po jej prawicy i próbował wbić szkarłatne ostrze w jej bok. Zanim zdołał chwycić broń Rose zrobiła zwinny unik w tył i schowała się za kolumną otoczoną pajęczynami.
- Nie rozśmieszaj mnie! - krzyknął czerwonowłosy. - Czuję twoją krew, zaraz cię znajdę.
Faktycznie, Freddie po krókim czasie znalazł Rose, ale mimo to dziewczyna zrealizowała swój plan, którego jej odnalezienie było tylko punktem pierwszym. Skierowała swoją kosę śmierci w kierunku demona, który od niechcenia unikał jej ataków. Doskonała w szermierce liderka Klanu Piekielnej Śmierci przy jego zdolnościach obronnych miała wrażenie, jakby była początkującym wojownikiem walczącym z mistrzem. W pewnym momencie Rose poczuła lekkie ukłucie w jej dłoń. Spojrzała na nią i zobaczyła cienką, żelazną igłę z trucizną na końcu. Wyjęła przedmiot i zignorowała substancję, która wraz ze skaleczeniem wprowadziła ją do jej krwi. Freddie zniknął. Rose rozejrzała się dookoła i przyjęła postawę bojową. W pewnym momencie usłyszała znajomy je dźwięk; kosa śmierci wbijająca się w istotę oraz strumień krwi spływający po ofierze. Obejrzała się do tyłu. Ujrzała postać w czerwonym płaszczu, w okularach, która trzymała w ręku piłę łańcuchową.
- Nigdy nie atakuje się nikogo od tyłu. - powiedział znajomy, szatański głos.
- Grell-nii...? - zdziwiła się Rose, po czym lekko przymrużyła oczy.
- Rosie, Rosie, Rosie... znowu narozrabiałaś. - stwierdził uśmiechnięty Grell.
Rose zamknęła oczy i straciła przytomność. W ostatniej chwili jej brat chwycił jej ciało i wziął je na ramiona, po czym zniknął z nią i z nagraniami demona o imieniu Freddie Green.

Tym czasem Alfie i Sabrina nieco nudzili się w zachodnim korytarzu. Ich misję można było raczej nazwać zwiedzaniem, gdyż nic ciekawego się nie zdążyło. Spacerowali po ciemnym pomieszczeniu. Kiedy uznawali, że cienia jest zbyt wiele Alfie bawił się swoimi umiejętnościami i przywoływał świetliki, które oświecały rodzeństwu drogę. W pewnym momencie rozległ się dźwięk, jakby metalowy przedmiot ważący około 60 kilogramów uderzał regularnie o ziemię. Trwało to do czasu, kiedy rytmiczne uderzanie zastąpiło ciągłe wymachiwanie skrzydeł i świst nadlatującego z ogromną prędkością przeciwnika królewskiego rodzeństwa.
- Martin Webs, mam rację? - zapytała pewna siebie księżniczka. - Proszę cię, na zniszczenie ciebie nie będę musiała poświęcić ani mojego brata, ani dużej ilości czasu.
- Wasza wysokość jak zwykle pewna siebie, za mocno. - stwierdził Martin.
Nagle wszystkie świetliki stworzone przez Alfiego zgasły. Zrobiło się ciemno i wilgotno, a w pomieszczeniu unosiła się mgła. Widoczne były tylko żółte oczy Martina i jego sadystyczny uśmiech.
- Eh, i co to ma niby być? - zapytał Alfie.
- Cicho... - uspokajała Sabrina. - Nie lekceważ przeciwnika.
- Tak, tak, wiem. - oznajmił książę.
W tym momencie żelazne ostrze lokaja czarnego maga zbliżyło się do ciepłego policzka młodego demona, w ostatniej chwili jednak atak powstrzymała Sabrina blokując miecz kamienną figurą przypominającą stalagmit. Alfie pobudził w sobie ducha walki i wyciągną szpadę, którą chwilę później dzielnie wymachiwał. Sprytny twór Drocella wiedział, że książę posiada te same strategie co jego nauczyciel i wiedząc, że nie ma na nie sposobu skierował atak w kierunku stojącej obok Sabriny. Księżniczka starsza od swojego brata w odpowiednim czasie wyciągnęła znak kontraktu między innymi demonami, a ostrze Websa zderzyło się z Mieczem Duszy Gabriela.
- Jeju, nie chcę toczyć walki z lalką. - powiedział zniechęcony lider. - W takim razie nie pobawię się z tobą, wybacz.
Martin wyglądał na osobę zdenerwowaną. Zaatakował nierozważnie rudowłosego i skaleczył go w lewą dłoń.
- Dobra, zdenerwowałeś mnie. - popatrzył na wroga wyjmując ostrze z dłoni.
Gabriel zniknął gdzieś pod ziemią dziwiąc przy tym królewskie rodzeństwo. Po pewnym czasie pojawił się za Martinem.
- Bum. - szepnął wrogowi do ucha, po czym odwrócił go w swoją stronę.
Martin otoczony był żyłkami używanymi zwykel do kontroli nad marionetką. Wyglądał na nieco zdezorientowanego całą sytuacją.
- Drocell, załatw to za mnie dobra? - zapytał patrząc na tak samo wyglądającą postać znajdującą się za nim.
- Po co mam niszczyć swoją najlepszą lalkę? - zapytał starszy brat Gabriela
- Drocell-san, skąd się tu wziąłeś? - zapytała Liliana.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie. - oznajmił starszy o pięć minut Drocell.
W tym momencie lalkarz poczuł mocne uderzenie żalezną częścią w głowę i padł na ziemię jak kamień.
- Mam go dość. - poinformował lider demonów. - Sam zajmę się tą przeklętą lalką. Czekaj, gdzie ona?
- S.O.S Gabryś!!! - krzyczała trzymana przez Martina Lily. - On jest z metalu!
Keinz przywołał kolejny miecz, tym razem była to dwuręczna broń z zatrutym ostrzem wykonanym z zielonego żelaza. Rękojeść miecza była srebrna i miała kryształowe zdobienia.
- Ciężkie trochę, jak na ludzkie cacko. - powiedział, po czym jak dzika bestia ruszył na przeciwnika.
Uderzył go, a tak właściwie zniszczył na kilka kawałków. Potem usłyszał tylko znajomy dźwięk "kyaa" i spoglądając na zachodnią część korytarza ruszył by złapać spadającą siostrę Ciela.
- Znów mnie ratujesz, kurcze. - powiedziała lekko załamana Phantomhive.
- Takie moje zadanie. - oznajmił lokaj trzymając swoją kontrakterkę w ramionach.


Nyahaha, pisałam w samochodzie a dodaję już w domu, yeaa. Wróciłam z konwentu z Lublina, byłam tam od 6:00, a Adrian pożyczył mi na kilka dni tablet. Miałam być jeszcze w niedzielę, ale rodzice po mnie przyjechali bo jutro do spowiedzi (rok szkolny nadchodzi :c)^^ Mam nadzieję, że się podoba rozdział ^^

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.